środa, 16 kwietnia 2014

4


Dzisiaj kolejny dzień przesłuchań i wprost nie mogę się doczekać!
Czekam aż Zayn dotrze na miejsce, a w tym  czasie blondyn przynosi dla nas pączki i kawę.
- Jesteś wspaaniały, Niall. Właściwie to czemu nie pojedziesz do domu? Powinieneś świętować, czy coś. - Wymamrotałam i zabrałam się za pączka
- Taa, ale chyba wolę obczaić konkurencję, a jeśli jesteście tutaj wy.. - dodał, wyraźnie zawstydzony. Co za niepewny siebie gość. Następny. Naprawdę się dobraliśmy.
- To możemy obczajać konkurencje razem. - dokończyłam. - I przy okazji się tuczyć... - dodałam z niezadowoleniem i postanowiłam osłodzić je kolejnym pączkiem.


Podczas gdy Zayn spóźniał się już dobrą godzinę, występy zaczynały się rozkręcać, a uczestnicy stawali się coraz to ciekawsi. Jeśli chodzi o to, jacy byli gorący.
- Woow.. - Zaśmiałam się na skomlenie Nialla, kiedy na scenę wyszła śliczna blondynka, o anielskim głosie i całkiem sporym dekolcie.
- Mam nadzieję, że na tym się nie skończy i coś zdziałasz. Zaraz będzie tędy przechodziła.
- Tsa.. Nie mam szans, Mad, powiedzmy szczerze. Gdzie Zayn?
- Zmiana tematu? Sprytnie. - Przekręciłam głowę, wpatrując się w niego. - Zayn jest spóźnialski, a ty.. zagadasz do niej choćbym miała cię szantażować.
- Nie, ja raczej.. nie dzisiaj.. bo wiesz, ja em... Jestem beznadziejny. - jęknął.
- Nie czuję litości.. RUSZAJ SIĘ, idzie! - Popchnęłam go w stronę schodzącej ze sceny blondyny i posłałam triumfalne spojrzenie. Swatanie, oo tak.
Kiedy on i dziewczyna zniknęli mi z oczu, postanowiłam zadzwonić do Spóźnialskiego.. Jezu, ja naprawdę nie znoszę samotności. Wyciągając telefon, poczułam czyjeś ręce na oczach. Uśmiechnęłam się szeroko i odchrząknęłam.
- Hmm.. Niech zgadnę.. Niall? Nie. Tom? Alec? Eee.. Joe? Okeey.. Chwila. - Udałam zastanowienie - To może Zayn?
Odwróciłam się i zobaczyłam to co wiedziałam, że zobaczę. Zayn stał nade mną z komiczną miną - mieszanina dezorientacji, trochę zdenerwowania i rozbawienia.
- Już myślałem, że będę musiał dać ci koło ratunkowe w zgadywaniu.
- Tak, myślę, że długo nie dałabym rady zmyślać tych wszystkich imion.
Spojrzeliśmy na siebie przez chwilę, a potem zanieśliśmy się głośnym śmiechem.
- Tęskniłem.. Właśnie za tym. - Dorodne rumieńce zagościły na moich policzkach, i po chwili głuchej ciszy zorientowałam się, że dłuższe milczenie będzie nieznośnie niekomfortowe. Mało powiedziane.
- Serio? Ja dawno miałabym dość. Też tęskniłam, kochanie. - Wystawiłam mu język - Choć bliżej, chcę widzieć występy lepiej, muszę przyznać, że dzisiaj jest naprawdę.. emocjonująco.
Podchodząc bliżej, słychać było jak wywołują na scenę chłopca o imieniu Harry. Po chwili zobaczyliśmy, jak na scenę nieśmiało wkracza chłopiec z burzą kręconych, ciemno-brązowych włosów, malinowych ustach i oczach, które nie są w jakimś zwykłym zielonym odcieniu, one mają jakby szmaragdowy odcień, przeplatany miodowym złotem i jakby piękna dodawał mu ten blask.. Hej, hej, hej, dziewczyno, nie za dużo? - Skarciłam się w duchu, ale zaraz znowu wróciłam do tego samego. Te oczy.
Miał w sobie coś, co mówiło mi, że jest bardzo pewny siebie. Miałam świadomość, że nikt inny tego nie dostrzega, ale ja znam ten błysk w oku i tą wymuszoną nieśmiałość. Hm, a uśmiech.. Czy ja nie jestem aby zbyt przewrażliwiona na punkcie kolesia, którego widzę po raz pierwszy w życiu? Zdecydowanie tak.

Wpatrywałam się w jego ruchy, jak w jakiś dziwny i niesamowity obiekt naukowy. Gdy wreszcie oderwałam od niego wzrok, spojrzałam na mojego towarzysza, który wykazywał średnie zainteresowanie. Pokręciłam głową i podałam mu pączki i kawę, na co dostałam wdzięczne spojrzenie.
Rozległ się śpiew. "(...) isn't she lovely, isn't she wonde.." Uwielbiam tą piosenkę! I.. wow, jak on ją śpiewa.
Po pewnych głosach na TAK, zniknął ze sceny. Przeszedł obok nas i tak jak myślałam, nawet nie uraczył mnie spojrzeniem. Za to zrobił to Zayn, który wpatrywał się intensywnie we mnie, unosząc brew.
 - Co? - Pytam niecierpliwie?
- Nic. Tylko..
- Tylko co?
- Okey, chyba będzie lepiej jeśli nie powiem tego głośno.
- zaśmiał się a ja przewróciłam oczami.

Już przygotowałam się do szantażu, który zmusiłby go do mówienia ale uratował go mój dzwoniący telefon. Ugh.- Mamo, jesteśmy w tym samym budynku, nie musisz mnie sprawdzać co średnio pół godziny - zirytowałam się już  na wstępie, co wywołało spodziewany chichot u mojego towarzysza. Trudno coś takiego znosić cierpliwie.
Mama odpowiedziała mi tym samym zirytowanym tonem i oświadczyła mi, że ma ważną sprawę ale nie na telefon. Chcę, żebym z kimś pogadała, i że mam przyjść do niej za niecałą godzinę, kiedy wszystko ogarnie. Oczywiście grozi mi nieustającymi telefonami, jeśli się spóźnię choć minutę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz