wtorek, 25 lutego 2014

3 "X-FACTOR"

Parę miesięcy później...

- Cześć, Sean! - wołam, wchodząc do studia X-Factor. Sean to przezabawny gość, który zajmuje się sprzętem i do tego uwielbia opowiadać mi pozasceniczne historie z poprzednich edycji - uwielbiam go. Boże, jak przez ten czas wszystko cholernie się zmieniło! Moje życie zaczęło wreszcie wyglądać.. normalnie? Tak bym tego nie nazwała, w końcu jestem TUTAJ, znam większość uczestników i.. wow, to niesamowite! Szkoda, że nie mam wielu koleżanek - żal by im dupska ścisnął, ale czerpię z tego niemałe korzyści.
Moje relacje z mamą gruntownie się polepszyły, co znaczy, że.. ewidentnie mniej skaczemy sobie do gardeł. Cieszy mnie to, że wreszcie obu nam podoba się jej praca i to miejsce, tylko cały czas mam przeczucie, że to takie chwilowe, że lada moment wszystko runie..
- Mag..yda? - usłyszałam dziwnie znajomy głos, dochodzący zza moich pleców. Fuck, skąd ja  znam ten głos?
Odwróciłam się i już wiedziałam. Zarówno po mojej, jak i po jego twarzy przebiegł cień zaskoczenia, po czym zaraz zastąpiła go zwykła radość. Cieszyłam się, że jest tutaj ktoś, kogo już poznałam.
- Co Ty tut.. - zaczęliśmy jednocześnie, następnie wybuchając śmiechem. Wskazał na mnie, dając mi pierwszeństwo.
- Co tutaj robisz? Wow, ale spotkanie! Zayn, tak? Zaaaaaaaaaayn, nie mogę w to uwierzyć, że tutaj jestem! - Zanim zdążyłam się opanować, mój entuzjazm wycisnął ze mnie potok słów, na które mulat pokręcił z rozbawieniem głową.
- Cholera, gdzie ta sarkastyczna gówniara z parku? Co oni z Tobą zrobili? - Mało śmieszne. - Nie mówiłaś, że wybierasz się do X-Factora.. Znaczy, nie znaliśmy się aż tak dobrze, ale w sumie.. Nieważne! Przynajmniej będę mógł się podzielić z kimś stresem..
- Ale ja nie.. Źle mnie zrozumiałeś. Ja i śpiew to bardzo, BARDZO złe dopasowanie, nawet pod prysznicem.. Ale, czekaj, czekaj, czekaj.. To z tą ważną decyzją byłeś w parku? - uśmiechnęłam się szeroko - Mogłeś powiedzieć, że jedziesz po sławę!
- Taa.. Od zawsze miałem marzenie i chyba w końcu czas je spełnić.. Wiesz, kiedyś ktoś powiedział mi, że to ja będę szedł drogą, którą wybiorę, i której nie wybiorę gdy nie zaryzykuję.. - nasze oczy się spotkały i ciepło rozlało się w moim sercu.. czemu mam wrażenie, że znam go całe życie, podczas gdy rozmawiamy ze sobą drugi raz?
- Hmm.. - zdobyłam się tylko na to i szczery uśmiech, gdy znienacka szerokie ramiona chłopaka owinęły się wokół mnie, zamykając mnie w ciasnym uścisku. Zaskoczona, przez chwilę nie mogłam się ruszyć, ale niebawem odwzajemniłam się, wtulając się w jego ramię. Staliśmy tak w milczeniu, które i tak idealnie wypełniało tą ciszę - rozumieliśmy się bez słowa i nie było aż tak bardzo niezręcznie jak powinno być.
- Ja.. um.. nie jestem w tym dobry. W sensie, w podziękowaniach i w ogóle. Ale dziękuję, Mad. Naprawdę Ci dziękuję, bo chociaż Cię nie znam, pomogłaś mi. Nie wiem dlaczego ale to właśnie Ty utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że wcale nie muszę się bać. I, spójrz, jestem tutaj i.. cholera Ty też tutaj jesteś! - mówiąc to, pokręcił głową i lekko zawstydzony swoją wylewnością, odwrócił wzrok.
- Na codzień chyba nie jesteś taki wylewny, co? - parsknęliśmy śmiechem - Wszystko okey, nigdy więcej mi nie dziękuj, bo nie masz za co, zrozumiano? Ale jeśli już to.. Umm, w ramach podziękowania musisz czasem dotrzymać mi towarzystwa. Mimo tłumów, wszyscy są zajęci.. sobą. Czasem nawet się nudzę. - Dodałam tak jakby był to zupełny absurd.
- Nie widzę przeszkód. - Znów ten uśmiech.. Nie zauważyłam jaki jest przystojny. O Boziu.
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Westchnęłam.
- Moja mama. Muszę iść.
- Taa.. jasne, Agata czeka.
- Zapamiętałeś! I nawet wyraźnie to powiedziałeś.. Co powiesz na małe lekcje Polskiego w wolnym czasie?
- Dobry Boże.. Już się boję. Tylko wiesz, tego czasu możemy nie mieć za wiele, jeśli nie przejdę. Za 3-4 godziny powinna być moja kolej. - Jego niepewność aż raziła. Ten chłopak ewidentnie musi uwierzyć w siebie.
- Wierzę w Ciebie. Przejdziesz, dlatego już przygotuj się na dni męczarni z Madeline Cowels* - gdy zobaczyłam jego wciąż mieszaną minę, dodałam: Hey, będę tam, okey? Dowiem się kiedy, gdzie, wiesz - mnie się nie pozbędziesz.
- Mogłabyś? Nie wiem czy moja rodzina prz..
- Będę tam.



Tego dnia wśród uczestników dominowały młode talenty, dlatego mama nie miała zbyt wiele do upiększania i tym samym - mniej pracy. Kiedy skończyłam pomagać jej składać sprzęt i kosmetyki, od razu ruszyłam za kulisy, gdzie był dobry widok na scenę. Kiedy kolej Zayn'a? Obiecałam mu, że będę i dotrzymam słowa. Poza tym, że nie lubię łamać obietnic, czuję, że połączyła nas dziwna więź, której nie potrafię zdefiniować. Albo tylko mi się zdaje? Rozglądnęłam się wokół, ale nigdzie go nie zobaczyłam. Gdzie ten chłopak się podział?! Wydaje mi się, że już powinna być jego kolej.
- Zayn Malik na scenę! - rozległ się głos koordynatora scenicznego. O wilku mowa. Czemu mi tak wali serce? Przecież to nie ja będę tam występować, ale jednak czuję stres, bo tak bardzo chcę, żeby mu się udało. Zasłużył na to.
Widzę jak mulat niepewnie zmierza w stronę wyjścia. Zauważył mnie i posłał mi słaby uśmiech.
'Daj z siebie wszystko' powiedziałam bezgłośnie i pokazałam dłonie zaciśnięte w pięści, na znak wsparcia. Z większym "kopem" wkroczył na scenę, gdzie rozległ się już dobrze znany mi wrzask. No tak, nie dziwię się, że dominowały piski dziewczyn. Pewnie sama piszczałabym, gdybym siedziała na widowni.
- Jestem Zayn.. - tyle zdołałam usłyszeć, zanim rozległy się pierwsze dźwięki. O Boże mój i Panie, co za anielski głos! Nie spodziewałam się, że w tym chłopaku drzemie tak ogromny talent! Cudownie... Zatraciłam się, chyba jak z resztą większość ludzi na sali.
Mogłam zobaczyć jak Nicole opadła szczenka. Nie ma szans, że nie przejdzie. Ha.

5 minut później szczęśliwy i wzruszony Malik tonął w objęciach członków rodziny i.. moich. Udało się! Byliśmy tak podekscytowani, że umieliśmy porozumieć się tylko szyframi. Po dobrych kilkudziesięciu minutach czystej euforii, postanowiliśmy obejrzeć dalsze występy, żeby ewent. poznać konkurencję.

- Hey, gratuluję. - Zagadnął Zayn'a blondyn, o błękitnych oczach i przesympatycznych uśmiechu. Przypominał jakieś małe pocieszne zwierzątko. - Niall. - wyciągnął do niego rękę.
- Dzięki. Malik. Zayn Malik. - Przedstawił się tak, że momentalnie zachciało mi się śmiać. Formalność, serio?
- Miło mi! Jestem taki podekscytowany! Wow! - kurczę, on był taki uroczy ii taki radosny ii słodki. - Przepraszam - zwrócił się do mnie - Ciebie też super poznać. Jak Ci na imię?
- Madeline. - odrzekł chłodno Malik. Ale, że co? Posłałam mu zirytowany wzrok, po czym uśmiechnęłam się do blondyna.
- Magda właściwie. Widziałam Twój występ, byłeś niezły. Gratulacje. - powiedziałam prosto.
Po chłopaku nie było widać żadnego zażenowania całą sytuacją. Żywo odpowiadał na każde pytania i tak samo je zadawał. Konwersacja toczyła się raczej między nim a mną, bo 'pan zmiennohumorzasty' uraczył nas tylko pojedynczymi potakiwaniami.
- Skąd pochodzisz? Ten akcent.. - spytałam go.
- Jestem Irlandczykiem, ale mieszkam tu od paru dobrych lat.
- To mamy coś wspólnego!
- Irlandka?! - prawie, że krzyknął.
- Żartujesz?! Co Ci mówi imię 'Magda'? Człowieku.. - wybuchnęliśmy śmiechem, na co Zayn tylko wywrócił oczyma. Co z nim nie tak?
- Nie wiem. Serio, nie mam pojęcia co to za pokręcone imię.
- Poolska. Jestem Polką.
- Serio?! Wow,  już Cię uwielbiam! - zarumieniłam się lekko, a on rzucił dziwne spojrzenie na Zayna i dziwnie się zmieszał. Naprawdę nie rozumiem chłopców.
- Yeah, muszę iść. Zmęczony jestem. - parsknął mój towarzysz-mulat.
- Żartujesz?! Zostało jeszcze dużo ciekawych ludzi tutaj, no proszę Cię.. Nie bądź zgredą. Właśnie co przeszedłeś przez pierwszy etap X-FACTOR! - trzepnęłam go w ramię i uniosłam znacząco brew.
Razem z Niallem spędziliśmy kolejne kilka minut na namawianiu marudy na zostanie z nami, aż w końcu zabraliśmy się do oglądania. Na scenie stał wysoki chłopak w jasnej koszulce, z brązowymi włosami zaczesanymi w grzywkę na czole. Na jego twarzy rysowało się widoczne zdenerwowanie i zwykła trema. Biedny. Nie wyobrażam sobie, jakie to uczucie stanąć przed tak liczną publicznością, sławnymi ludźmi i jeszcze dobrze zaśpiewać. Zawał serca murowany.
Chłopak.. Liam, jak dobrze usłyszałam wybrał bardzo poważną piosenkę. Myślałam, że to będzie kompletna klapa, ale.. wręcz przeciwnie - niesamowicie sobie radził! To już trzeci, który ma taki talent.. Co za dzień. Schodząc ze sceny, oczywiście szczęśliwy po samych dobrych słowach, uśmiechnął się do nas tak radośnie, z tak zaskoczonym wzrokiem.. Zupełnie tak, jakby sam nie wierzył co się właśnie stało. Wszyscy odwzajemniliśmy uśmiech, nawet Zayn Zgryźluch, porażony urokiem chłopaka uraczył go nim. Chłopak jak anioł poleciał do swojej rodziny i zatonął w ich euforii. Więcej go nie widzieliśmy.
Reszta występów była też w miarę interesująca, ale wysiedliśmy po niecałej godzinie i stwierdziliśmy się (w nacisku na Nialla), że bez jedzenia tam popadamy. Ledwo zdążyliśmy to ustalić, już dojechała pizza zamówiona przez Niall'a. Spędziliśmy ten czas na gadaniu w sumie o niczym i o wszystkim, czemu towarzyszyły niekontrolowane wybuchy śmiechu.
W głębi duszy cały czas coś mnie trapiło. Na jak długą metę tak pociągniemy? Nasza znajomość była tak niesamowicie beztroska. Umieliśmy się świetnie dogadywać i jak na razie nic nie wskazywało na to, by było inaczej. Ale znamy się dopiero przez krótki czas. Wiele rzeczy może wyjść na jaw, nawet te, które najbardziej chcemy ukryć..
Ech, nie ma co rozmyślać, tylko żyć chwilą. Z moim wyglądem i niedoświadczeniem ze znajomościami (a kogo to wina? mamusi) jestem szczęśliwa, że mam w ogóle z kim rozmawiać. Jest idealnie. Pierwszy raz od wielu lat jest po prostu NORMALNIE.

Małe wyjasnienie:
*Cowels - Zangielszczone nazwisko Magdy - jej Polskie nazwisko to Kowalczyk, zmieniła je po przyjeździe do Anglii.

I jest i rozdział 3! Kurczę, cieszę się, bo ostatnio załamywał mnie brak weny.
Przepraszam za niedopracowane zakończenie - jest tootalnie nie tak jak chciałam, ale już tak mam, że jeśli bardzo i mam natłok pomysłów to mi po prostu nie wyjdzie. Nie gryźcie!
Jak się podoba? Postaram się szybko uwinąć z następnym i dodać obrotu akcji, bo wiem, że trochę się ciągnie. Ale nie chcę szybko zacząć i szybko skończyć tego bloga - mam co do niego dobre nadzieje i plany.


Chciałam też przypomnieć, że blog może różnić się szczegółami, lub nawet większymi sprawami w sprawach X-Factora i ogólnie rzeczy REAL, także nie zdziwcie się jeśli za kilkanaście rozdziałów (które mam nadzieję napiszę) nie będzie żadnej Perry, czy El - wybaczcie! :)


Kinga. xo