wtorek, 8 października 2013

2 "Wynagrodzenie"



 Przebudziłam się i nie otwierając oczu zaczęłam oceniać czy jestem jeszcze w samochodzie. Szalona jazda mamy dała o sobie znaki, więc postanowiłam się ujawnić i otworzyłam oczy.

  - Właśnie miałam Cię budzić, przegapiłabyś najlepsze widoki Londynu - jej zmęczony, ale podekscytowany ton trochę mnie ożywił, więc z entuzjazmem spojrzałam za okno. Byłam zachwycona! Oczywiście, przejeżdżaliśmy przez najrozmaitsze i najpopularniejsze Londyńskie miejsca, ale mnie zaciekawiły najbardziej widoki parków pełnych ludzi, odpoczywających, biegających, spieszących się gdzieś,  było słonecznie (wow!) więc na uliczkach tłumiły się matki z wózkami, na ławkach siedzieli zakochani - młodzi i ci starsi, tak samo uroczy. Ludzie korzystali z rzadkiej pogody, więc Londyn po prostu promieniał!

  - Już kocham to miejsce - westchnęłam po chwili ciszy.

  - Cieszę się, że Ci się podoba. Jak na razie.

  - Super słowa, mamo.. - parsknęłam, nie chcąc zagłębiać się w temat, poza tym właśnie skręcaliśmy na mały parking, przy którym stały podobne do kamienic budynki, tyle, że nowocześniejsze i trochę wyższe. Wjechaliśmy od tyłu, a wcześniej nie zwracałam uwagi na przód budynków, ale wydawał mi się przytulny, mimo iż była tam grobowa cisza, a mury były na przemian - czarne, brązowe, jasnokolorowe.

 Okazało się, że w "kamienicy" nie ma windy. W sumie nie była ona potrzebna tak bardzo, ale sarkastycznie rzecz biorąc, my namęczymy się trochę wchodząc na ostatnie piętro. W środku, jak wcześniej sądziłam było bardzo przytulnie. Co prawda miałyśmy tylko 2 pokoje, kuchnię i łazienkę, ale kolory nadawały temu miejscu charakterystycznego klimatu. Mój pokój nie był zbyt duży, ale wystarczający by się w nim należycie ugościć. Od razu rozplanowałam jego przemeblowanie,  powieszenie plakatów, zmianę dywanu..

Razem z mamą przygotowałyśmy pierwszą kolację w nowej kuchni i w przyjemnym milczeniu pochłaniałyśmy ją na naszym małym balkonie z dwoma krzesełkami.

  - Mam nadzieję, że to właśnie to. Londyn. To.. musi być to - odezwał się nagle cichy głos obok mnie.

  - A ja wolę się nie przywiązywać - mama spojrzała na mnie zawiedziona - Nie patrz tak. Nie zamierzam udawać znowu cudownie zadowolonej z tego, wiesz to. Taką pewność miałaś już w Oksfordzie czy Lancaster, po prostu staraj się wreszcie siebie zadowolić, to wszystko.

  - Czasem mówisz dojrzalej ode mnie, kiedy to się stało Madzia?

Uśmiechnęłam się, znów słysząc ulubioną formę mojego imienia. Rozmów nie było końca a herbata za szybko się kończyła. Przesiedziałyśmy do późnej nocy, wszystko rozważając. Było świetnie. Upajałam się chwilą, kiedy nie będę widzieć mamy zabieganej, zmęczonej ale mimo wszystko - spełnionej.

 

   

  - Maamo! Ugotujesz coś dziś?

Dopiero dzień, jak wprowadziłyśmy się do mieszkania, a ja już powoli się zadomawiam. Podoba mi się, a mama jest szczęśliwa, że nie musi słuchać ciągłych narzekań.

  - Musiałabym robić zakupy.. Aa sama mam na coś ochotę. Co byś..

  - Ruskie.

  - Mam się fajtać z pierogami?

  - Zapomniałabym.. proooszę? - uśmiechnęłam się szeroko.

W odpowiedzi tylko głośne westchnięcie, które miało mi dać do zrozumienia, jak bardzo jestem kapryśna. Nie przejęło mnie to zbytnio, więc zaczęłam skakać po programach telewizyjnych.

  - Chcesz coś jeszcze, jadę na te zakupy? - powiedziała, wkraczając do pokoju.

  - Chyba nie.. - nie popatrzyłam na nią, będąc zajęta oglądaniem reklamy castingów do nowej edycji XFactor'a - Nareszcie XFactor, będę miała coś oglądać.

 Albo się pomyliłam, albo przez twarz mamy przebiegł szybki uśmiech satysfakcji. Ale dlaczego?  Odpowiedziałam sobie wzruszając ramionami i wróciłam do leniuchowania.

Jedząc ostatniego pieroga, zastanawiałam się czemu mama jest taka tajemnicza. Dopiero teraz dotarło do mnie, że nie wiem kompletnie NIC o nowym miejscu jej pracy, ani osobach, z którymi będzie pracować. Ogarnęła mnie moja wrodzona ciekawość, więc wiedziałam, że nie dam jej spokoju, dopóki się nie dowiem.
  - Gdzie Ty tak właściwie teraz będziesz pracować?
Drobna postać odwróciła się zaskoczona, ale po chwili uśmiechnęła się szeroko.
  - Karolinkoo.. - przeciągnęła leniwie - Przecież mówiłam Ci, dowiesz się we właściwym czasie.
  - Och, przestań, no! Co ci to da? To nic nie zmieni, gdzie będziesz pracować, mnie to nie dotyczy, ale jeśli to jakaś tajemnica..nie no proszę, mamo, dlaczego mi to robisz? - w odpowiedzi napotkałam tylko milczenie. Już poważnie wyprowadzona z równowagi podniosłam instynktownie głos - Powiedz mi! Natychmiast.. co.. oooooch!
  - Dobrze, już, dobrze. Chodź.
  - O co...
  - Zamilczże w końcu, dzieciorze. No chodź, pokażę Ci coś.
Prychnęłam i ruszyłam za nią. Po chwili jechałyśmy już tłocznymi ulicami Londynu, w niewiadomym kierunku. Nie próbowałam już o nic pytać, cierpliwie czekałam, chociaż droga ciągnęła się w nieskończoność.
Wreszcie wjechałyśmy w okolicę wysokich, drogich budynków i licznych klubów, galerii, teatrów.. Raj. Zatrzymałyśmy się przed nieznanym mi, ale pięknym, jasnym budynkiem, otoczonym barierkami. Za parkingu stało kilka samochodów i widać było jak ktoś wynosi z nich liczne sprzęty. Powędrowałam wzrokiem do jaskrawych niebiesko - czerwonych kolorów, które były po drugiej stronie. Był to ogromny plakat, mieniący się na zmianę tymi kolorami, uozdobiony licznymi gwiazdkami. Na środku widniało duże logo XFactor, a obok daty. Zmarszczyłam brwi, jednocześnie wydając z siebie dźwięk zadowolenia.
  - Nie wierzę! Jesteś kochana, masz bilety na casting XFactora?! Zawsze chciałam tam być.. kocham cię, mamuusiu! - zaczęłam nawijać jak szalona, nie myśląc co mówię.
  - Lepiej.
  - Lepiej? Masz bilety na odcinki na żywo?! - mój głos sięgał już swoich piskliwych granic.
  - Kochanie, nie tylko będziesz na castingach. Będziesz na każdym odcinku, aż do finału. - zauważyłam, że mimo woli na jej twarzy pojawił się wyraz satysfakcji.
  - Ale.. - jakby dopiero po chwili mój mózg zaczął skanować to, co usłyszałam. Nie.. Niemożliwe. TO NIEMOŻLIWE! Moja mama.. Musiałam się upewnić. -  Będę na każdym..
  - .. ponieważ będziesz jeździć ze mną, a ja.. jestem jedną z głównych wizażystek nowej edycji XFactora i.. - wyrecytowała zadowolona, a reszta słów została zagłuszona przez natłok milionów myśli i ekscytacji.

                                     
- Nie mogę uwierzyć, że mi wcześniej nie powiedziałaś..
- To było warto Twojej reakcji - roześmiała mi się w twarz, czym jej zawtórowałam, przypominając sobie moje piski, skoki i okrzyki radości.
 - To cudowne. Boże, to takie wspaniałe.
 - Z jednej strony tak, ale z drugiej będziesz musiała jakoś pogodzić to i naukę, bo inaczej nic z tego nie będzie.
 - Poradzę sobie.




Okey. To baardzo krótki rozdziałek, no ale inne wątki zamieszczę w następnym :)
No więc kilka wyjaśnień ;
Przyjęłam w blogu, że na castingi jeżdżą do innych miast, nie za daleko, zależy. Ale odcinki na żywo będą tylko w Londynie, to ważne.
Tak ogólnie PODOBAŁ SIĘ? Tak/Nie?
Proszę, piszcie, jeśli czytacie. Cholernie ważne to jest dla blogerek.
Coś chcielibyście dodać, dowiedzieć się? Śmiało.
NOWY ROZDZIAŁ JUŻ NIEBAWEM, WIĘC.. WYCZEKUJCIE! ;) xx

Kinga



sobota, 28 września 2013

1 "Niechciane zmiany"

 - Madeline, nie bądź na mnie zła. Wiem, że kolejne wyprowadzki doprowadzają Cię do szału, ale..
 - "Tym razem obiecali, że wysyłają mnie na stałą posadę" - wyrecytowałam tak dobrze znany mi tekst. - Mamo, proszę Cię nie wciskaj mi kolejny raz tej samej bajeczki, dobrze? Może nie jestem dorosła, ale nie możesz ciągle się do czegoś zobowiązywać, a potem gdy to schrzanisz, przepraszasz. - podniosłam lekko ton - Wiesz co? Zdążyłam się przyzwyczaić. Najpierw gdy miałam 10 lat zabrałaś mnie z Polski i jakby nigdy nic kazałaś zacząć żyć na nowo, bez żadnej bliskiej osoby, oprócz Ciebie. Potem znalazłaś pracę, w której.. - urwałam widząc bezradny wzrok mojej rodzicielki - Nieważne. Po prostu kiedy teraz się przeniesiemy nie każ mi poznawać nowych ludzi, zawierać znajomości, bo kiedy znowu się przyzwyczaję, nagle dostaniesz ważny telefon z pracy. Tak z ciekawości - gdzie tym razem?
 - Spodoba Ci się, jedziemy do Londynu! - Będą lekko odwrócona, kątem oka dostrzegłam jak drobna ręka kieruje się na moje ramię, by je objąć. Błyskawicznie je odsunęła nie patrząc już w jej stronę. Widziałam, że chwilowy uśmiech na jej twarzy, znów zastąpił grymas poczucia winy. Coś zakuło mnie w serce, ale mój charakter nie pozwalał mi się tak szybko ugiąć. Zbyt wiele razy udawałam, że to wszystko to dla mnie nie problem.
 - Chociaż to jest jedynym plusem.. - odpowiedziałam, siląc się na jakikolwiek entuzjazm - Wychodzę, jutro zacznę się pakować, nie czekaj z kolacją, nie dzwoń, wrócę późno.
  - Magda, nie przesadzaj, dobrze?! Zachowujesz się jak.. - zdenerwowałam ją, powiedziała moje imię po Polsku.
  - Tak, wiem - rzuciłam przez ramię, zamykając za sobą drzwi.

                                                     *             *            * 


Po kilkunastu minutach przemierzałam już alejki parku, w którym wtedy spędzałam większość czasu. Szybko pożałowałam, że nie wzięłam ze sobą kurtki, Angielska pogoda jak zwykle dawała o sobie znać.  Ludzie, zwykle uśmiechnięci i mile nastawieni, schodzili mi z drogi, mierząc się z moim morderczym spojrzeniem. Szybkim krokiem pokonałam znajome ścieżki, aż wreszcie dotarłam do celu. Moim oczom ukazało się małe jeziorko, pokryte obficie liliami i zamieszkane przez królewsko piękne, białe łabędzie.  Na drewnianym molo, gdzie były 2 ławeczki, jak zwykle siedziała para zakochanych, lub po prostu przyjaciół, podziwiających cudowne widoki. Odetchnęłam z ulgą, gdy dostrzegłam drugą ławkę, która była pusta. Usiadłam na niej i wpatrzyłam się w przestrzeń przede mną. Miałam świadomość, że mój mózg zaraz zaleje fala myśli i pytań, które kumulowały się przedtem, ale nie miałam pojęcia jak intensywnie będą one napływać. Kiedy w końcu zostaniemy gdzieś dłużej? Na zawsze? Czy znajdę w końcu przyjaciół?A co, jeśli tam znów się przystosuję i to wszystko pójdzie na marne? Dlaczego mama nie znajdzie innej pracy? Nie obchodzi mnie, że ją kocha. Czy ona w ogóle pomyślała kiedyś o mnie? Co czuję? Czemu ostatnio tak mało ze mną rozmawia? Zachowuje się, jakby cały czas bała się poruszyć ze mną tematu, jakby.. bała się, że znowu mnie zrani. Ma rację! Nie zasługuję na to wszystko.. Kocham Cię mamo, ale czasem mam ochotę.. Oooch, robię się dokładnie taka, jakich nienawidzę. Samolubna zołza. Ciekawe, czy to, że 14 - latka jest tutaj sama i na dodatek siedzi jak kamienny posąg może interesować tych dwoje? Pewnie się na mnie gapią.. nieważne.  Ech, to znowu ona? - spojrzałam z irytacją na wyświetlacz telefonu, gdzie intensywnie wyświetlało się 12-ste połączenie od MAMUŚKA - Nie mam ochoty teraz.. chcę spokoju - dodałam w myślach i wcisnęłam czerwoną słuchawkę.
Westchnęłam ciężko i ukryłam twarz w dłoniach. Te wahania nastrojów czasem samą mnie zadziwiały.  Zacisnęłam mocno powieki i szczękę, powstrzymując łzy. Nie dało to jednak wiele, gdy pojedyncze krople zaczęły spływać po policzku. Zdenerwowana z powodu swojej słabości, szybkim ruchem otarłam je rękawem i wciągnęłam szybko powietrze nosem.
 - Zły dzień? - wzdrygnęłam się mimowolnie, na dźwięk obcego, męskiego głosu - wiem coś o tym - dodał i w tym momencie usiadł obok mnie, tak, że mogłam się mu przyjrzeć. Był to wysoki brunet, z ciemną karnacją i intensywnie brązowymi oczyma, które spoglądały na mnie przenikliwie - Zayn - powiedział cicho, podając mi rękę, którą szybko uścisnęłam.
- Magda.. po prostu Madeline.
 - Magy..da? - nie mogłam się nie uśmiechnąć, uwielbiałam to jak Anglicy nie radzili sobie z moim imieniem.
- Jestem Polką, ale mam to szczęście, że moje imię ma Angielski odpowiednik.

 - Nareszcie spotkałem kogoś stamtąd. Niby jest Was tutaj wielu, ale jakoś nie miałem okazji.
 - Może dlatego, że mało osób się do tego przyznaje. Polacy są najczęściej źle kojarzeni tutaj, więc zapominają gdzie się urodzili. Może lepiej gdybym i ja tak umiała. Nie tęskniłabym tak.. - odrzekłam, z wyczuwalnym żalem w głosie.
 - To musi być do bani. Sam nie wyobrażam sobie.. Ale jest aż tak źle? Tutaj i.. ogólnie?
 - Nie chodzi tutaj o miejsce. Pokochałam Anglię - po mojej twarzy przebiegł słaby uśmiech - Ale tam zostawiłam wszystko. Moich dziadków, przyjaciół, całe dzieciństwo, dom, w którym je spędziłam. Od tego czasu nie umiem znaleźć nowej drogi. Próbuję zacząć od nowa, ale kiedy w końcu coś się zaczyna.. - urwałam, orientując się, że zwierzam się komuś, kogo poznałam zaledwie kilka minut temu. Natychmiast oblałam się lekkim rumieńcem, ku swojemu zdziwieniu marząc o powrocie do domu.
Chłopak westchnął, ale nic nie powiedział. Trwaliśmy w takim milczeniu jakiś dłuższy czas, ale cisza wcale nie okazała się niezręczna. Była wręcz.. uspokajająca. Przerwał ją głośny dźwięk mojej komórki.
 - Nie odbierzesz? - spytał rozbawionym tonem, patrząc na mnie jak na rozkapryszone dziecko, którym po części jednak byłam. Posłałam mu zirytowane spojrzenie, po czym odebrałam telefon i niepewnie przysunęłam słuchawkę do ucha, która i tak zaraz się od niego odsunęła nie wytrzymując natężenia głosu  mamy.
 - Mamo, możesz przestać krzyczeć?! Nic mi nie jest, jasne? Posłuchaj, za jakieś pół godziny powinnam być w domu i wtedy porozmawiamy. Bye.
Rozłączyłam się pospiesznie i zniecierpliwiona włożyłam urządzenie z powrotem do kieszeni. Od wstania z ławki powstrzymywał mnie tylko irytujący chichot, wydobywający się obok mnie.
  - Aż tak Cię to bawi, naprawdę?
  - Przepraszam ale.. ile masz lat?
  - Wiesz, nieważne i tak jestem dojrzalsza od Ciebie - widząc jego zdezorientowaną minę, uśmiechnęłam się triumfalnie i zwróciłam głowę w stronę jeziora.
  - A Ty nie miałaś wracać do domu?
  - Mam blisko, mogę jeszcze posiedzieć, a co, przeszkadzam Ci?
  - Nie, właściwie to urozmaicasz mi dzień - odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem, który gdybym nie siedziała zapewne zwaliłby z nóg. - Przyszedłem pomyśleć w samotności nad ważną decyzją, ale hm.. są inne atrakcje - dodał rozbawiony.
  - Jestem zaszczycona, dostarczając Ci jej. Jakiej Ty "ważnej" decyzji musisz dokonać, w wieku może.. szesnastu lat? - odgryzłam mu się.
  - Takiej, że serce podpowiada mi jedno, a ludzie całkowicie co innego.
  - Tak myślałam, że chodzi o dziewczynę.
  - Nie tym razem.
  - Jesteś trudny do rozgryzienia.
  - Próbowałaś mnie rozszyfrować? Myślałem, że Cię irytuję.
  - I właśnie dlatego próbowałam. Ludzie czyli..?
  - Otoczenie. Wyśmiewają ten pomysł. A jeśli się nie uda, dostarczę im powodu do żartów do końca roku szkolnego. Cudownie. - pierwszy raz na jego twarzy można było dostrzec smutek, od którego zrobiło mi się go  żal.
  - Dlaczego tak bardzo obchodzą Cię ludzie? - rzekłam, trochę łagodniejszym tonem - Nie wiesz, czy Ci nie wyjdzie i nie dowiesz się jeśli nie spróbujesz. To Twoje życie, czy ich? To potem Ty będziesz może świętował sukces. A jeśli nie wyjdzie.. no cóż, przynajmniej zostanie Ci satysfakcja, że próbowałeś.
  - Mówisz dojrzale, jak na swój wiek.
  - Nie powiedziałam Ci ile mam lat.
  - Buntowniczość, natarczywe telefony mamy, chwilowe odcięcia od świata - wczesna nastolatka. Pewnie jesteś w moim wieku, może młodsza.
  - Jeśli tak bardzo intryguje Cię mój wiek, to mam 14 lat i tak jestem zbuntowaną smarkulą, nic nie wiedzącą o życiu.
  - Może nie zupełnie takich określeń bym użył, ale.. - udał zastanowienie.
Szturchnęłam go lekko w ramię i w tym samym momencie wstałam.
  - Pójdę już.
  - Taa, nie chciałbym widzieć Twojej mamy.
  - Taa, Agata potrafi dać czadu.
Zayn zaśmiał się i niezdarnie wymówił powiedziane wcześniej imię.
  - Miło było Cię poznać, Magdo. - ciepło rozlało się w moim sercu, gdy usłyszałam moje prawdziwe imię.
  - Nie musisz kłamać na pożegnanie, koleś - uniosłam kącik ust - ale pamiętaj, że drogą, którą wybierasz będziesz szedł Ty, nie Ci "ludzie". Mówiąc to do niczego Cię nie zmuszam. - dodałam, odchodząc.
  - Mad?
Będąc już odwrócona, spojrzałam na niego kątem oka.
  - Naprawdę cieszę się, że Cię poznałem.
  - Wzajemnie - dodałam cicho, uśmiechając się mimowolnie.




                                                              *               *             *

Podróż ciągnęła się w nieskończoność, kiedy pogoda zmieniała się z szarówki na słońce, z bezchmurnej na deszcze i gdy zmęczenie brało górę, jednocześnie nie pozwalając spać. Zmęczona, zmieniałam kolejną piosenkę na mojej playliście, gdy słuchawki z moich uszu zostały brutalnie wyrwane.
  - Hey!
  - W ogóle nie słuchasz co do Ciebie mówię.
  - Byłoby to dziwne, ze słuchawkami w uszach.
  - Właśnie mówiłam, że może byśmy coś zjadły. Jest jeszcze trochę drogi, a potem w większych miastach nie mam ochoty szukać jakiegoś jedzenia.
  - Jasne, w sumie to też jestem głodna. Może jeśli coś zjem, nie będę czuć się taka wykończona..
Już po chwili obie siedziały w małym, ale przytulnym barze, gdzie złożyły wcześniej zamówienie na zapiekanki.
  - Powinnam się lepiej odżywiać, spójrz na mnie - pełnym odrazy wzrokiem powędrowałam do moich niezbyt zgrabnych nóg i niemałego zapasu tłuszczyku na brzuchu.
  - Jesteś w sam raz. Przecież nie jesteś otyła, zapewne pewnie nie masz nadwagi. Mad, przesadzasz..
  - Łatwo Ci mówić, z Twoją figurą patyczaka.
  - Jesteś piękna, głuptasie. Nie musisz być chuda jak te wszystkie sztuczne lalki i..
  - Mamoo - rzuciłam rozbawiona.
  - No co, taka prawda - puściła oczko.
  - Brakowało mi Ciebie. Przynajmniej teraz możemy pogadać, póki nie rzucisz się w wir pracy.
  - Madzia, przecież wiesz, że bardzo bym chciała spędzać z Tobą więcej czasu.
  - Wiem, Mamo. To nie była forma wypominania. Po prostu cieszę się chwilą - wymieniłyśmy szerokie uśmiechy, wzruszając ramionami. Znów poczułam tą więź, która mówiła mi, że  jest moją najlepszą przyjaciółką - A tak właściwie, to gdzie się teraz załapałaś?
 - Och, to wspaniałe, że tak mnie docenili. Nareszcie będę mogła pokazać co potrafię, tam, przy tylu ważnych osobistościach..
 - Czyli gdzie?
 - Może poznać tylu interesujących ludzi i - kontynuowała, bez względu na moje ciągłe protesty - dzielić się z nimi swoimi umiejętnościami, pomysłami, o mój Boże, to jest przełom w mojej karierze wizażystki!
 - Powiesz mi wreszcie, kobieto?! - ciekawość sięgnęła najwyższego stopnia, tak, że mój zabrzmiał niemal błagalnie. W tym momencie przyszła kobieta z naszymi zapiekankami. Podziękowałam pospiesznie, po czym szybko spojrzałam na rodzicielkę wyczekującym wzrokiem. Brała już drugi kęs, wydając przy tym dźwięki zadowolenia. Specjalnie unikała mojego wzroku, cały czas trzymając mnie w niepewności. Nie tknęłam zamówienia, uparcie się w nią wgapiając.
  - Jedz, wystygnie Ci, a to jest naprawdę nieziemskie!
 - MAMO! - krzyknęłam tak głośno, że klienci wokół zmierzyli mnie dziwnym spojrzeniem - Mamo, proszę, nie rób mi tego, powiedz mi, bo umrę z ciekawości.
  - Dowiesz się we właściwym czasie, kochanie.
  - To znaczy kiedy?
  - Oj, no zobaczysz. Chcę po prostu zrobić Ci niespodziankę. Poza tym do tego muszę Ci coś jeszcze powiedzieć ale.. to wtedy, przy okazji. - uśmiechnęła się z satysfakcją ukrytą pod maską uprzejmości.
  - Jesteś okropna.. - jęknęłam.
  - No, już, jedz, musimy ruszać!
Wzięłam zapiekankę do ręki i wstałam.
  - Więc ruszajmy. Nie mam zamiaru przedłużać czasu, w którym nie powiesz mi, gdzie jedziemy.
  - Nie marudź.
Prychnęłam i skierowałam się do samochodu. Po kilku minutach znowu zapadła wcześniejsza cisza, tyle, że tym razem czułam, że sen zaraz zabierze mnie w swoją otchłań. Gdy już miałam zasypiać, uchyliłam lekko powieki.
  - Obiecaj, że tym razem nie będziesz próbowała mnie wciągnąć w inne życie, zmienić mnie, ja lubię moją samotność i..
  - Obiecuję - usłyszałam rozgoryczony, ale stanowczy ton i oddałam się rozkoszom krainy snów.


Okeeej, więc przedstawiam Wam Rozdział 1! Mam nadzieję, że jest dobry na początek. Nie wiecie, ile razy go poprawiałam, miałam wątpliwości, czy w ogóle go skończę. Ale jest i mam nadzieję, że od niego zacznie się nasza przygoda z blogiem!  Z góry przepraszam za błędy, czy coś, ale wszystko to pisane było pod wpływem "weny" w środku nocy ;)

Kilka przydatnych informacji.
Mama Magdy - Agata, wizażystka, oddana swojemu zawodowi. Kocha to co robi i jest gotowa poświęcić wiele w zamian za sukcesy i nowe doświadczenia. Chciałaby mieć zawsze dobre stosunki z córką, ale nie zawsze jej to wychodzi, zwłaszcza, gdy jest mowa o wyjazdach, przyjazdach i innych tego typu sprawach, na które jej córka reaguje.. jak reaguje. Wciąż czuję się winna osobliwego zachowania Madi i tego, że nie może znaleźć przyjaciół. Wie jednak, że ma inteligentne ponad poziom dziecko, które od małego wypominało jej każde, nawet najmniejsze błędy. (Drobna, niebieskooka brunetka, ubierająca się przeważnie na czarno, ale zarazem bardzo stylowo)

Madeline, Madi, Magda - 14 lat. pamięta każde wspomnienie z ojczystego kraju, i bardzo za tym tęskni. Kocha swoją mamę, jednocześnie nie mogąc zapomnieć jej tego, że wywróciła jej życie do góry nogami. Raczej tajemnicza, ale też bardzo tolerancyjna osoba, która woli książki, samotność i muzykę, niż jak to określa "sztucznych najlepszych przyjaciół, którzy i tak w najlepszym momencie zostawią Cię na lodzie i zapomną wszystkie te chwile spędzone razem, niezapomniane przygody, które miały być forever" Trudno znaleźć jej osobę godną rozmowy, jeśli już szybko ją kończy nie chcąc się przyzwyczajać i zapoznawać. Ma skomplikowany, ale zarazem typowy umysł nastolatki, która lubi wyzwania i trudności. (Podobna do matki, z wyjątkiem oczu, które odziedziczyła po ojcu, szatynka, z długimi nogami i nieidealną figurą. Zawsze miała kompleks na pukncie swojego wyglądu, przeważnie żaden chłopak nie zwracał na nią uwagi, albo tylko ona tego nie widziała)

CHCECIE COŚ WIEDZIEĆ? PYTAJCIE ŚMIAŁO.

JAK NA KAŻDYM BLOGU PROSZĘ O KOMENTOWANIE, BO TO JEST JEDNA Z NAJWAŻNIEJSZYCH MOTYWACJI, ALE I NAGRODY ZA MOJĄ PRACĘ. STARAM SIĘ I JEŚLI JUŻ TU JESTEŚ - ZOSTAW ŚLAD. NIEWAŻNE JAKI.

ROZDZIAŁ 2 NIEBAWEM. POZDRÓWKI! ;*

niedziela, 22 września 2013

Zapoznanie

Cześć Wam!

Mam na imię Kinga i postanowiłam założyć tego bloga z kilku tak naprawdę prostych powodów.
Po pierwsze od kiedy bardzo polubiłam pod względem charakteru (a przynajmniej zachowań) panów z One Direction, zaczęłam snuć różne dziwne, jak i zarazem mało prawdopodobne historie z nimi. Chodziły mi po głowie i bardzo chciały się z niej wydostać.
Po drugie zawsze miałam jakiś pociąg do pisania, tworzenia... Co prawda poświęcam na to bardzo dużo czasu, jestem małą perfekcjonistką, ale bardzo to lubię. Sama nie wiem, czy mi to wychodzi, ale ważne, że mnie to po prostu cieszy!
I jest jeszcze kilka takich powodów jak np. czyste zabijanie czasu, czy rozwijanie się, ale na pewno Was ciekawi bardziej co i jak będzie wyglądało (albo przynajmniej myślę, że będzie, jeszcze pewnie zmienię zdanie milion razy). Tak więc niestety nie wstawię prologu. W tym akurat nie jetem dobra, poza tym ja sama nie lubię ich jakoś czytać, więc ee ciul ;)
Rozdziały postaram się dodawać jak tylko szybko zdołam jakieś stworzyć, ale proszę nie bądźcie źli, jeśli będzie się coś przeciągać. Czasem natłok obowiązków, przeważnie ze szkołą, a czasem brak weny, albo moje głupie przeczucie, że coś brakuje.. No, nie będzie ze mną łatwo ale damy radę! Mam plan zrobić jeszcze blog z instragami, jeśli spodoba Wam się to, to powiecie mi czy nadaje się do tamtej formy. Od razu mówię - nienawidzę przesadnej niewinności dziewczyny. Co za dużo to niezdrowo, czasem jest naprawdę to sztuczne. Planuję pisanie z punktu widzenia dziewczyny, ale myślę, że mogą wkraść się kawałki czegoś innego. Jak tylko dam radę będę wstawiać gify, ja sama bardzo to lubię.
Co jeszcze mogę powiedzieć? To nie będzie przesłodzona miłością, różowa epopeja z całowaniem się itp.. co kilka wersów. Chcę, żeby coś odróżniało tego bloga. Mam nadzieję, że dam Wam trochę tego co lubicie.. Bo lubicie tajemniczość, prawda? :)

Jak na większości blogów jako "zapłatę" za moją pracę, będę prosiła o komentowanie. To naprawdę wspiera, motywuje a czasem dodaje weny. Mówię o tych pozytywnych i negatywnych opiniach, oczywiście.

To co, pozdrawiam Was misiaczki i do zobaczenia mam nadzieję.


Zapraszam do czytania pierwszego rozdziału, już niebawem!

xoxo, Kinula